policjantka

Milczę za długo. Źle mi z tym. Każdego dnia obiecuję sobie, że coś napiszę, choćby fragment ale nie da się. Nie da się ani skupić myśli, ani zebrać energii. Zaczęłam nowe życie w Holandii. Miało być spokojnie, rutyniarsko, nudno – tak jak nie było w ostatnich miesiącach. Jednak nie jest.

Zanim opiszę to, co działo się w ostatnich tygodniach jedna historia więcej o Azji. A dokładnie o powrocie z Azji do Europy.

Kiedy odzyskałam zaległe pieczątki z wizą i na legalu opuściłam Tajlandię zaczął się czas „innych niespodzianek”. Małe, drobne problemiki, zebrane do przysłowiowej kupy, wkurzały mnie bardziej i bardziej. No bo ile może się dziać.

Odstawiona przez celniczkę w bezpieczne miejsce ruszyłam w kierunku budek ze strażnikami po malezyjskiej stronie granicy.

Ciekawski strażnik nie mógł uwierzyć, że tułam się sama po Azji od tak długiego okresu czasu i nadal żyję. Dobrze, że nie musiałam opowiadać mu o historii z wizą, bo wystarczająco mocno martwił się o to, że na białą kobietę w azjatyckich krajach mogą czekać różne problemy. Po co miał jeszcze wiedzieć, że sama sobie, na własne życzenie, przysparzam kłopotów.

Ruszyłam w kierunku stacji kolejowej. Celniczka poinformowała mnie, że do stolicy Malezji (Kuala Lumpur) dojadę pociągiem w 5 godzin.

Postanowiłam skorzystać z tej opcji. Pierwszy problem: nie mam malezyjskiej waluty. Wszystko mam w tajskich bahtach. Jak kupić zatem bilet. Kantoru brak. Jest tylko rozpadająca się stacja kolejowa.

Ostatecznie zapłaciłam w tajskiej walucie. Prawie zamarznięta dojechałam do stolicy. 5 godzin w klimatyzowanym malezyjskim pociągu to za długo. Zwłaszcza, że stary Azjata, z nieświeżym oddechem, wypytywał o szczegóły mojego życia. Rany Julek – ledwo to przeżyłam.

Dzień wcześniej, po tym jak nie odleciałam samolotem, na który miałam bilet, przepadł mi nocleg w ulubionym hostelu w Kuala Lumpur. Z racji, że nie pobrali mi kasy z konta za nieodwołanie rezerwacji (ponoć oferta była „nieodwoływalna”) musiałam znaleźć inny hostel – w ulubionym pewnie kazaliby mi uregulować opłatę za noc wcześniej.

Ulicę dalej od ulubionego hostelu zakotwiczyłam na dwie noce. I zaczęły się problemy z elektroniką.

Jak się sypie to wszystko. Jak się psuje to każdy sprzęt.

Złamał mi się kabel od laptopa – nie ładował po podpięciu do gniazdka.

Komórka była „niedoładowywalna” – wejście do telefonu nawalało – nie stykało coś z czymś – gniazdo do wymiany – by naładować telefon musiałam się nieźle nagimnastykować, by kabel ładował telefon.

10 lipca około południa zjawiłam się na lotnisku w Kuala Lumpur. 7 godzin przed lotem do Colombo na Sri Lance. Powrót do Polski miał wyglądać następująco:

- Kuala Lumpur – Colombo (Sri Lanka)

- Colombo – Dubaj

- Dubaj – Katowice.

Znalazłam na lotnisku punkt dla podróżujący, którzy chcą odpocząć. Fotele do spania, do masażu. Gniazdka do ładowania. Podłączyłam pod pierwsze – telefon nadal się nie ładuje. Po zmianie na drugi – to samo.

Siedzący nieopodal Azjata zaproponował pomoc. Z miną sugerującą, że uwłacza moim zdolnościom dotyczącym umiejętności podłączenia telefonu pod ładowarkę, podziękowałam.

Nalegał. Zaproponował swoją ładowarkę. I gniazdko, z którego właśnie odłączył telefon. Zadziałało. Czyżby dlatego, że oryginalny kabel?

Siedział ze mną 3,5 godziny czekając, aż naładuję swój telefon. Po godzinie zapytałam o której ma lot? O której musi zmykać do swojej bramki.

- Ale ja nigdzie nie lecę.

- To co robisz na lotnisku? – zrobiłam wielkie oczy.

- Pracuję na lotnisku. Skończyłem pracę. Chciałem podładować telefon. Siadłem tutaj na moment. I wówczas się poznaliśmy.

Uroczo! Żonaty facet, trzy córki w domu, siedzi z obcą babą na lotnisku i wypytuje ją o szczegóły z życia. Obiad może stygnie, żona może się martwi a on uskutecznia gadki – szmatki z białą dziewuchą z Polski. Przecudownie!

Nie będę mu mówić co ma robić. Dorosły facet. Ważne, że mój telefon naje się prądu i wystarczy mi na całą podróż.

Około 1.00 w nocy wylądowałam w Colombo. Dwie godziny czekałam na odprawę do Dubaju. I wówczas usłyszałam pytanie:

- Jakiego rodzaju policjantką jesteś?

Zanim padło to pytanie znalazłam swoją bramkę. W wielu miejscach w Azji, gdzie ilość podróżujących samolotami mogłaby przyprawić o zawrót głowy kontrola osobista przed wejściem na pokład znajduje się tuż przy bramce – nie na hali głównej, gdzie jest kilka taśm, chmara pracowników lotniska i mega długa kolejka. To mądre wyjście. Nie ma przydługawych kolejek i gwaru na wielkiej hali.

Kupiłam wodę do picia w sklepie na lotnisku. Doszłam do bramki. Kontrola osobista. I słyszę, że nie mogę wnieść swojej wody do picia na pokład samolotu.

- Jak to nie mogę? Kupiłam na bezcłówce. Wszędzie, a na pewno w Europie, to co kupisz w sklepach na terenie lotniska możesz zabrać na pokład.

- Tutaj nie wolno. Albo wyrzucamy wodę albo siądzie Pani na ławce i ją wypije zanim pójdzie do samolotu.

- Zatem siądę i zrobię sobie water time – zaczęłam szydzić z Pana, pokazując na wielkość butelki, by zrozumiał, że nie po to kupowałam 1,5 litra wody by ją wypić w pięć minut bo NIE WOLNO JEJ ZABRAĆ DO SAMOLOTU.

Siadłam i zaczęłam sączyć. Przysiadł się najstarszy ze strażników. Jak się okazało – rządzący całą zmianą pracowników.

Zaczął tłumaczyć czemu nie mogę wnieść wody. Gadaliśmy również o innych rzeczach. Zapytał:

- Skąd jesteś?

Od miesięcy gdy mówię, że jestem z Poland wszyscy słyszą, że z Holland. Zatem jakiś czas temu zaczęłam mówić, że jestem Polką, bo słysząc Polish nie mylą tego z Holandią.

- I’m Polish.

Pan uśmiechnął się od ucha do ucha i zapytał:

- A znasz ten słynny dowcip o policji?

Nie wiedząc czemu akurat weszliśmy na temat policji odpowiedziałam, że nie. Opowiedział pierwszy żart. Drugi. Trzeci. A ja sączyłam wodę udając, że bawią mnie jego żarty. Po czym zapytał:

- Jakiego rodzaju policjantką jesteś?

- POLICJANTKĄ? Nie jestem policjantką. Skąd to pytanie???

Zdziwiony Pan zrobił wielkie oczy i odrzekł:

- Sama powiedziałaś, że jesteś POLICE.

Załapałam po chwili. Nie od razu wiedziałam, do czego pije.

- Polish a nie Police. Powiedziałam, że jestem Polką a nie policjantką.

TO JA JUŻ NIE WIEM JAK MAM SIĘ TŁUMACZYĆ SKORO POLAND I POLISH WYWOŁUJĄ BŁĘDNE SKOJARZENIA.

Macie jakieś pomysły???